*~*~*~
(Łazienka)
Dziewczyna weszła do łazienki. Koło wielkiego basenu Olimpijskiego stał dobrze znany śmierciożerca - Rabstan Lestrange .
- Czego chcesz?! - zapytała Elisabeth
- Tego, co zabrała mi Bellatriks i Rudolf.
- Czyli? - zapytała ponownie.
- jak będzie wypad do Hogsmeade weźmiesz swoją miotłę i polecisz na Grimmauld Place 12. Weźmiesz stamtąd ze strychu srebrną szkatułkę i mi ją przynieś. Nie otwieraj jej. Będziesz miała na to 2 godziny. Wypad jest planowany na tą sobotę. Chyba, że grasz w quidditcha to możesz iść po to w Niedzielę. Powodzenia. Na razie nic Ci nie zrobię - wytłumaczył Rabstan.
- Jasne. Co będę z Tego miała?
- Nikogo nie skrzywdze. a teraz muszę sie deportowac. Pamiętaj o tym. Inaczej nie będzie już tak miło...
Nie było by miło gdyby tego nie zrobiła. Jako jedyna mogła wejść do tamtego domu. Nie licząc rodziców. Planowała tam zamieszkać, ale najpierw dom czekał gruntowny remont. Na to by miała galeony. Ale co to było?! Do cholery czego on chciał?! ''Muszę się zapytać Draco. On mi powie czego chce Rabstan. To przecież jego wuj. '' myślała.
- Trzeba się ogarnąć. - powiedziała sama do siebie. Powie o tym dziewczynom. Jak mogłaby nie opowiedzieć o czymś takim przyjaciółkom? Musi.
Jednym machnięciem różdżki jej długie blond włosy wyprostowały się, a makijaż z wczoraj zniknął i pojawił się nowy. Założyła biały podkoszulek, na to białą koszulę i sweter, na koniec szatę z motywe Gryffindoru. Wyszła.
- No to co możemy iść? - zapytała Astoria.
- Jeszcze nie muszę wam coś powiedzieć.
- A własnie z kim rozmawiałaś? - wtrąciła się Parvati.
- Z Rabstanem Lestrangem. Muszę coś dla niego zrobić.
- Ale to śmierciożerca...
- Tak i dla tego musze niezwłocznie gadać z Draco. Teraz. Hermiona idź tam.
- Okej już idę.
Faktycznie już szła do drzwi, a po 3 minutach była już z Draconem.
- Co chcesz, Black?
- Czego moze chcieć ode mnie Rabstan?
- Srebrnej szkatułki Bellatriks z jakimś drogocennym, magicznym kamieniem. A co?
- Dzięki tyle mi wystarczy. Idzeimy na śniadanie?
Nie musiała się pytać. Już przecież wychodzili. Po pięciu minutach już byli na korytarzu na czwartym piętrze.
- Halo! - usłyszeli za sobą dziarski, lecz zasadniczy głos. - Wasza grupa mieszkająca w oddzielnych Dormitoriach jest nową klasą. Uczycie się rozszerzonych Eliksirów, Zaklęć i Transmutacji. Tylko te trzy przedmioty was obowiązują i tylko na nie chodzicie. Jeszcze jest sztuka Kamuflażu. Będziecie szkoloną grupą do tropienia Śmierciożerców. To ja wysłałam Pannę Granger po uczennicę Black. Będziecie pracować dla Zakonu Feniksa. Reaktywowałam go, ponieważ teraz grozi Nam niebezpieczeństwo od niejakich braci Lestrange'ów i Avery'ego. Zrozumiałe? Macie swój plan.
Wszyscy dostali plan. Byli nową grupą. Dyrektora odeszła.
- Pani Dyrektor! - zawołała panna Black.
- Słucham.
- Muszę pani coś opowiedzieć. Mozemy iść do Pani gabinetu, Pani Profesor?
-Jasne. Pewnie to Ważna informacja. Przyda się Nam.
Poszły. Po kilki minutach już siedziały w fotelach w gabinecie.
- Więc o co chodzi?
- Dzisiaj rano poszłam do Łazienki aby się, ekchem ogarnąć. I tam czekał na mnie Rabstan Lestrange. Chce żebym przyniosła mu jedną rzecz z Londynu. Dokładniej ze stryszku Grimmauld Place 12.
- Jasne, jasne. Wyślemy tam naszą nową nauczycielkę, członkinię Zakonu Feniksa. Co to jest dokładniej?
- Srebrna Szkatułka. Dracon Malfoy mówił mi, że to jakiś magiczny Kamień Bellatriks.
-Dziękuję za informację. Leć na Eliksiry! - ponagliła Dyrektorka. - nie potrzebujecie książek. Weźcie tylko pergamin i pióro!
Pognała do pokoju dziewcząt. Wszyscy na nią czekali.
- O czym gadałyście? - zapytała Pansy
- O tym co Wam powiedziałam. McGonagall wyśle tam nową nauczycielkę. Ciekawe czego... Nie potrzebne są księgi do eliksirów. Chociaż mogą się przydać. Ja wezmę pergamin i pióro tak jak kazała dyrektorka.
- Okey to my też po to lecimy- zakomenderował grupą chłopców Malfoy.
Po chwili już nie było chłopaków. Lecz pojawił się Potter i zawołał Pansy. Wyszli z pokoju do Łazienki.
- Słuchaj, Ruda do mnie pisała. Chyba do siebie wrócimy, nie miej mi za złe.
- Spoko. I tak wolisz ją ode mnie - mówiąc to czuła się tak jakby miała go zaraz katować Cruciatusem. Lecz by tego nie zrobiła. Wyszła przygnębiona. Dziewczyny od razu to zauważyły.
- Co jest? - Zapytała Par
- Potter. - odcięła się krótko Parkinson.
- Wraca do Wiewóry Jr. ? Mam rację? - Zapytała Miona.
- Tak, pieprzony cham!!! - warknęła Pansy.
- Nie przejmuj się nim. Niedługo znów do Ciebie wróci. - powiedziała Eli. - Ale niech nie myśli, że będzie tak łatwo! Idziemy. Nie miej tak podłego humoru! Głowa do góry!
Poszły do lochów. Chłopcy już tam byli. Harry odzywał sie do Pansy przesłodzonym tonem, a ta odcinała mu się przesyconymi jadem słowami, które nawet najgłupszemu sprawiły by przykrość.
- Nie gniewaj się... - Błagał.
- Poproś Wiewióreczke, może ci pomoże! - odgryzła się Pansy po Eliksirach.
- Vati, Miona i Eli chodźcie tu! - zawołał Potter. - Jutro jest nabór do quidditcha. Przyjdziecie?
- Tak, ale Miona i Vati nie mają mioteł.
- Ja mam jeszcze dwie Srebrne Strzały. Po wojnie jakiś anonimowy ktoś mi wysłał trzy. Fart fartem, bo to najlepsze miotły. Będziecie jako ścigające?
- Ja jako obrońca - powiedziała Miona.
- A ja i Vati jako ścigające! Ty jak zwykle szukającym, prawda?
- Jasne. Brakuje nam pałkarzy...- gdy to powiedział zawołała ich dyrektorka.
- Tak. Z informacji Pomony i Filiusa dostałam informacje, że ich drużyny się połączyły. Co daje to, że Gryffindor Łączy sie ze Slytherinem!
- Ślizgoni wiedzą?
- Tak, a teraz macie przerwę, dwugodzinną. Idźcie zagrać w quidditcha!
- Jasne, Pani Profesor!
Wyszli z lochów.
- Harry, chyba nie każesz nam grać w normalnych szatach? My jako laski idziemy się przebrać. Asto i Pan są pewnie u Nas.
Poszły do siebie i powiedziały dla dziewczyn, że mają się przebrać.
- Okej my gotowe.! Pan! Miały być dresy , top i trampki! Bo wcale nie jest tak ciepło! I weźcie bluzy!
Wyszły na boisko.
- Gramy bez tłuczków! - wrzasnął Potter na Notta, który wyciągał już tłuczki.
- No to idziemy. - powiedziała Elisabeth. - Kto jest kapitanem?
- TY! - powiedziały wszystkie zgodnie . - I jesteś ścigającą.
- Tak, Pansy bądź szukającą! Proszę
- Jasne, wszystko aby zniszczyć tą szuję Pottusia... - powiedziała przesyconym złością tonem.
Już mieli zaczynać grać, lecz zawołała ich Pani dyrektor.
- Gdzieś po drodze pogubiliśmy się, Wealeyowie przeszli do drużyny Ravenclawu i Hufflepuffu. To oznacza, że znów dzielimy się na cztery domy, lecz trybuny są połączone. A i gramy zawsze i wszędzie bez tłuczków! Pomieszało się to wszystko. Teraz Potter ma prawo wybrać skład Gryfonów, a potem Malfoy skład Slytherinu.
- Jasne, Pani Profesor. Pani zawoła Weasleyów. Przydadzą się. Chociaż do tego..
- Tak.
Po 10 minutach raczyli się pojawić Weasleyowie.
- Najpierw na obrońcę testujemy Mionę. Strzela Eli i Ginny. Zaraz po nich Vati. Zaczynamy!
- Miona obroniła wszystkie trzy. Ronaldzie, teraz ty!
Mimo wszystkiego Ron nie obronił nic ... Każda strzelała tak jak na meczu. Najmocniejsze były Eli i Vati. Ginny chciała odpuścić braciszkowi.
- No więc obrońcą jest Miona. Scigające : Vati, Ginny i Eli. Ron, nie przydasz się do niczego. Ja jestem jako szukający. Malfoy! Teraz ty!
Draco wybrał GreenGrass, Notta i Zabiniego na ścigających, Pansy na bramkę i siebie na szukającego.
Mogli już grać sobie taki tam niepunktowany mecz. I się zaczęło. Ginny od razy przejęła kafla i leciała do Pansy. Ta obroniła. Rozległy się brawa. Po tem Nott starał się strzelić bramkę dla Miony. Grali z pół godziny, gdy Harry wreszcie złapał znicza i wygrali ten towarzyski mecz.
- Malfoy, mogę postrzelać dla Parkinson gole? - zapytała Weasley.
- Tak. I tak nic nie strzelisz, więc się chociaż pobaw!
Wzleciały obie w powietrze. Pansy zajęła pozycje. Zamiast kafla w ręce Ginny miała różdżkę i wrzasnęła :
- CRUCIO!
Wszyscy zamarli w bez ruchu, a na twarzy Gryfonki pojawił się słodki, a zarazem szyderczy uśmiech.
*~*~*~*~
Mam nadzieję, że się podoba c;
Panna YoloNox
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz