*~*~*~
(Łazienka)
Dziewczyna weszła do łazienki. Koło wielkiego basenu Olimpijskiego stał dobrze znany śmierciożerca - Rabstan Lestrange .
- Czego chcesz?! - zapytała Elisabeth
- Tego, co zabrała mi Bellatriks i Rudolf.
- Czyli? - zapytała ponownie.
- jak będzie wypad do Hogsmeade weźmiesz swoją miotłę i polecisz na Grimmauld Place 12. Weźmiesz stamtąd ze strychu srebrną szkatułkę i mi ją przynieś. Nie otwieraj jej. Będziesz miała na to 2 godziny. Wypad jest planowany na tą sobotę. Chyba, że grasz w quidditcha to możesz iść po to w Niedzielę. Powodzenia. Na razie nic Ci nie zrobię - wytłumaczył Rabstan.
- Jasne. Co będę z Tego miała?
- Nikogo nie skrzywdze. a teraz muszę sie deportowac. Pamiętaj o tym. Inaczej nie będzie już tak miło...
Nie było by miło gdyby tego nie zrobiła. Jako jedyna mogła wejść do tamtego domu. Nie licząc rodziców. Planowała tam zamieszkać, ale najpierw dom czekał gruntowny remont. Na to by miała galeony. Ale co to było?! Do cholery czego on chciał?! ''Muszę się zapytać Draco. On mi powie czego chce Rabstan. To przecież jego wuj. '' myślała.
- Trzeba się ogarnąć. - powiedziała sama do siebie. Powie o tym dziewczynom. Jak mogłaby nie opowiedzieć o czymś takim przyjaciółkom? Musi.
Jednym machnięciem różdżki jej długie blond włosy wyprostowały się, a makijaż z wczoraj zniknął i pojawił się nowy. Założyła biały podkoszulek, na to białą koszulę i sweter, na koniec szatę z motywe Gryffindoru. Wyszła.
- No to co możemy iść? - zapytała Astoria.
- Jeszcze nie muszę wam coś powiedzieć.
- A własnie z kim rozmawiałaś? - wtrąciła się Parvati.
- Z Rabstanem Lestrangem. Muszę coś dla niego zrobić.
- Ale to śmierciożerca...
- Tak i dla tego musze niezwłocznie gadać z Draco. Teraz. Hermiona idź tam.
- Okej już idę.
Faktycznie już szła do drzwi, a po 3 minutach była już z Draconem.
- Co chcesz, Black?
- Czego moze chcieć ode mnie Rabstan?
- Srebrnej szkatułki Bellatriks z jakimś drogocennym, magicznym kamieniem. A co?
- Dzięki tyle mi wystarczy. Idzeimy na śniadanie?
Nie musiała się pytać. Już przecież wychodzili. Po pięciu minutach już byli na korytarzu na czwartym piętrze.
- Halo! - usłyszeli za sobą dziarski, lecz zasadniczy głos. - Wasza grupa mieszkająca w oddzielnych Dormitoriach jest nową klasą. Uczycie się rozszerzonych Eliksirów, Zaklęć i Transmutacji. Tylko te trzy przedmioty was obowiązują i tylko na nie chodzicie. Jeszcze jest sztuka Kamuflażu. Będziecie szkoloną grupą do tropienia Śmierciożerców. To ja wysłałam Pannę Granger po uczennicę Black. Będziecie pracować dla Zakonu Feniksa. Reaktywowałam go, ponieważ teraz grozi Nam niebezpieczeństwo od niejakich braci Lestrange'ów i Avery'ego. Zrozumiałe? Macie swój plan.
Wszyscy dostali plan. Byli nową grupą. Dyrektora odeszła.
- Pani Dyrektor! - zawołała panna Black.
- Słucham.
- Muszę pani coś opowiedzieć. Mozemy iść do Pani gabinetu, Pani Profesor?
-Jasne. Pewnie to Ważna informacja. Przyda się Nam.
Poszły. Po kilki minutach już siedziały w fotelach w gabinecie.
- Więc o co chodzi?
- Dzisiaj rano poszłam do Łazienki aby się, ekchem ogarnąć. I tam czekał na mnie Rabstan Lestrange. Chce żebym przyniosła mu jedną rzecz z Londynu. Dokładniej ze stryszku Grimmauld Place 12.
- Jasne, jasne. Wyślemy tam naszą nową nauczycielkę, członkinię Zakonu Feniksa. Co to jest dokładniej?
- Srebrna Szkatułka. Dracon Malfoy mówił mi, że to jakiś magiczny Kamień Bellatriks.
-Dziękuję za informację. Leć na Eliksiry! - ponagliła Dyrektorka. - nie potrzebujecie książek. Weźcie tylko pergamin i pióro!
Pognała do pokoju dziewcząt. Wszyscy na nią czekali.
- O czym gadałyście? - zapytała Pansy
- O tym co Wam powiedziałam. McGonagall wyśle tam nową nauczycielkę. Ciekawe czego... Nie potrzebne są księgi do eliksirów. Chociaż mogą się przydać. Ja wezmę pergamin i pióro tak jak kazała dyrektorka.
- Okey to my też po to lecimy- zakomenderował grupą chłopców Malfoy.
Po chwili już nie było chłopaków. Lecz pojawił się Potter i zawołał Pansy. Wyszli z pokoju do Łazienki.
- Słuchaj, Ruda do mnie pisała. Chyba do siebie wrócimy, nie miej mi za złe.
- Spoko. I tak wolisz ją ode mnie - mówiąc to czuła się tak jakby miała go zaraz katować Cruciatusem. Lecz by tego nie zrobiła. Wyszła przygnębiona. Dziewczyny od razu to zauważyły.
- Co jest? - Zapytała Par
- Potter. - odcięła się krótko Parkinson.
- Wraca do Wiewóry Jr. ? Mam rację? - Zapytała Miona.
- Tak, pieprzony cham!!! - warknęła Pansy.
- Nie przejmuj się nim. Niedługo znów do Ciebie wróci. - powiedziała Eli. - Ale niech nie myśli, że będzie tak łatwo! Idziemy. Nie miej tak podłego humoru! Głowa do góry!
Poszły do lochów. Chłopcy już tam byli. Harry odzywał sie do Pansy przesłodzonym tonem, a ta odcinała mu się przesyconymi jadem słowami, które nawet najgłupszemu sprawiły by przykrość.
- Nie gniewaj się... - Błagał.
- Poproś Wiewióreczke, może ci pomoże! - odgryzła się Pansy po Eliksirach.
- Vati, Miona i Eli chodźcie tu! - zawołał Potter. - Jutro jest nabór do quidditcha. Przyjdziecie?
- Tak, ale Miona i Vati nie mają mioteł.
- Ja mam jeszcze dwie Srebrne Strzały. Po wojnie jakiś anonimowy ktoś mi wysłał trzy. Fart fartem, bo to najlepsze miotły. Będziecie jako ścigające?
- Ja jako obrońca - powiedziała Miona.
- A ja i Vati jako ścigające! Ty jak zwykle szukającym, prawda?
- Jasne. Brakuje nam pałkarzy...- gdy to powiedział zawołała ich dyrektorka.
- Tak. Z informacji Pomony i Filiusa dostałam informacje, że ich drużyny się połączyły. Co daje to, że Gryffindor Łączy sie ze Slytherinem!
- Ślizgoni wiedzą?
- Tak, a teraz macie przerwę, dwugodzinną. Idźcie zagrać w quidditcha!
- Jasne, Pani Profesor!
Wyszli z lochów.
- Harry, chyba nie każesz nam grać w normalnych szatach? My jako laski idziemy się przebrać. Asto i Pan są pewnie u Nas.
Poszły do siebie i powiedziały dla dziewczyn, że mają się przebrać.
- Okej my gotowe.! Pan! Miały być dresy , top i trampki! Bo wcale nie jest tak ciepło! I weźcie bluzy!
Wyszły na boisko.
- Gramy bez tłuczków! - wrzasnął Potter na Notta, który wyciągał już tłuczki.
- No to idziemy. - powiedziała Elisabeth. - Kto jest kapitanem?
- TY! - powiedziały wszystkie zgodnie . - I jesteś ścigającą.
- Tak, Pansy bądź szukającą! Proszę
- Jasne, wszystko aby zniszczyć tą szuję Pottusia... - powiedziała przesyconym złością tonem.
Już mieli zaczynać grać, lecz zawołała ich Pani dyrektor.
- Gdzieś po drodze pogubiliśmy się, Wealeyowie przeszli do drużyny Ravenclawu i Hufflepuffu. To oznacza, że znów dzielimy się na cztery domy, lecz trybuny są połączone. A i gramy zawsze i wszędzie bez tłuczków! Pomieszało się to wszystko. Teraz Potter ma prawo wybrać skład Gryfonów, a potem Malfoy skład Slytherinu.
- Jasne, Pani Profesor. Pani zawoła Weasleyów. Przydadzą się. Chociaż do tego..
- Tak.
Po 10 minutach raczyli się pojawić Weasleyowie.
- Najpierw na obrońcę testujemy Mionę. Strzela Eli i Ginny. Zaraz po nich Vati. Zaczynamy!
- Miona obroniła wszystkie trzy. Ronaldzie, teraz ty!
Mimo wszystkiego Ron nie obronił nic ... Każda strzelała tak jak na meczu. Najmocniejsze były Eli i Vati. Ginny chciała odpuścić braciszkowi.
- No więc obrońcą jest Miona. Scigające : Vati, Ginny i Eli. Ron, nie przydasz się do niczego. Ja jestem jako szukający. Malfoy! Teraz ty!
Draco wybrał GreenGrass, Notta i Zabiniego na ścigających, Pansy na bramkę i siebie na szukającego.
Mogli już grać sobie taki tam niepunktowany mecz. I się zaczęło. Ginny od razy przejęła kafla i leciała do Pansy. Ta obroniła. Rozległy się brawa. Po tem Nott starał się strzelić bramkę dla Miony. Grali z pół godziny, gdy Harry wreszcie złapał znicza i wygrali ten towarzyski mecz.
- Malfoy, mogę postrzelać dla Parkinson gole? - zapytała Weasley.
- Tak. I tak nic nie strzelisz, więc się chociaż pobaw!
Wzleciały obie w powietrze. Pansy zajęła pozycje. Zamiast kafla w ręce Ginny miała różdżkę i wrzasnęła :
- CRUCIO!
Wszyscy zamarli w bez ruchu, a na twarzy Gryfonki pojawił się słodki, a zarazem szyderczy uśmiech.
*~*~*~*~
Mam nadzieję, że się podoba c;
Panna YoloNox
Blog jest o różnych parringach borykających się z odrzuceniem. Szczególnie przez rodzeństwo Weasleyów- Ginevry i Ronalda. Zapraszam do czytania c; Panna YoloNox
czwartek, 15 maja 2014
środa, 14 maja 2014
Rozdział 2
*~*~*~*~*~*~*~**~*~*~*~
(W domu Elisabeth)
Dziewczyna siedziała na swoim łóżku w swoim pokoju. Pisała piórem po pergaminie. Pisała list. Tłumaczący to, że w tym roku nie powróci do Hogwartu , ani innej szkoły Magii. Nim skończyła w jej okno zapukała sowa śnieżna z pięknymi zielonymi oczami. Takimi jak miał George Hepburn. Trzeci najbardziej pożądany Ślizgon, którego miała w Szachu od jakiegoś czasu. Byli ze sobą. Oboje planowali przyszłość, lecz coś pękło. Zerwała się z łóżka, wpuściła sowę i odwiązała list od jej nóżki. Zwierze wyleciało.
Elisabeth!
Wróć do Hogwartu! Każdy Cię potrzebuje, zwłaszcza George. Więc pakuj swój osiemnastoletni tyłek do mojego samochodu! Czekam
Miona :]
Miona?! Miona już powinna być w pociągu O co chodzi? Kufer spakowany. Zabrzmiał dzwonek do drzwi. Zerwała się i zbiegła na dół. Stała w nich Hermiona.
- Co ty tutaj robisz?
- Wzięłam miotłe Malfoya. Srebrna Strzała nowej edycji, trzy razy szybsza od błyskawicy. Doleciałam do domku i wzięłam auto i po Ciebie. Musisz być w Hogwarcie. Dla mnie, Harry'ego , Vati, George'a... Dla wszystkich. Wszystko się zmieniło w Hogwarcie. WSZYSTKO. Accio Rzeczy Elisabeth!
Kufer i inne rzeczy leciały w stronę Hermiony. Zatrzymała je i zawołała : Locomotor Kufer!
Otworzył się bagażnik.
- Chodź. Nie masz nic przeciwko mojej jeździe? Skonfundowałam egzaminatora! Dał mi prawko !
- Taa.
Wsiadły, zapięły pasy i ruszyły z prędkością ponad 200 km/h.
W rekordowym tempie dotarły pod własny dom Miony. Nie ukrywając Elisabeth grała w quidditha i także posiadała Srebrną Strzałe nowej edycji. Wpięła kufer do końca miotły i zaczarowała go tak aby nic nie ważył. Ruszyły z prędkością dźwięku. Po 20 minutach dogoniły pociąg zbliżający sie do Hogsmeade. Wylądowały i wmieszały się w tłum jakby to było codziennością. Po dwóch minutach pchania się wsiedlli do pierwszego lepszego dyliżansu. Fartem dla Eli było to, że siedział w nim smutny George. Gdy zobaczyła go jej twarz rozjaśnił uśmiech. Usiadla koło niego i zakryła mu oczy rękami, wyszeptała:
-Zgadnij kto to!
Obrócił się. Zobaczył JĄ! JĄ!! Pocałowali się na powitanie.
*~*~*~*~*~*~*~**~*~~*~*~*~*
Harry , Ron i Pansy (sprzeczający sie w czasie lotu Hermiony)
- Co zrobiłeś mojej siostrze, bydlaku?!
- Nic. Sama poleciała na Creeveya.
- A co tu robi ta kurwa Parkinson?!
- A co cie to interesuje, Wiewiórko?! - zapytała pełna oburzenia Pansy.
- To, że oboje jesteście gównem. Ide. Nic tu po mnie.
- Tak, nic tu po takim Wieprzleju jak ty - powiedział na odczepne Potter
*~*~*~*~
(po podróży pociągiem, Hogsmeade, Dyliżans)
George i Eli się całowali. Hermiona patrzyła na to z zachwytem. Wsiedli jeszcze : Malfoy, Patil, Zabini, GreenGrass, Nott, Potter, Prakinson. Było ciasno więc Pansy usiadła na kolanach Harry'ego,a Eli na George'a. Malfoy szepną do Granger :
- No to co. Parkinson i Potter są razem. Hepburn i Black także. Czas na nas...
- Czy mam to potraktować jako...
- Tak.
-Ale przy ludziach? My się praktycznie nie znamy!
- Owszem, ale poznamy. Spróbujmy.
- Okej.. Nie wiem czy wypali, ale spoko. Ciasno tu.
- Siadaj na moich kolanach..
Podróż do Hogwartu minęła im przyjemnie. Dopciwnisiowali, śmiali z Weasleyów, i co najlepsze z tego, że Harry po raz drugi był kapitanem Gryfonów.
Dylizans zatrzymał się. Wyszli wszyscy i ruszyli wlokąc kufry do sali wejściowej. Wielka sala wyglądała inaczej. Były cztery stoły, ale nie przystrojone poszczególnymi kolorami domów. Wyszła profesor McGonagall.
- Witajcie! Nicwam więcej nie powiem, nie ma przemowy. Zaszły wielkie zmiany w Hogwarcie. Każdy z Was ma znajomych z poza swojego domu! i od tego momentu możecie siedzieć na kolecji, śniadaniu czy obiedzie razem! A teraz wyczytam uczniów klas siódmych, którzy dostają odzielne prywatne Dormitoria. Więc: Granger Hermiona! Malfoy Dracon! Parkinson Pansy! Zabini Blaise! Potter Harry! Hepburn George! Patil Parvati! Black Elisabeth! GreenGrass Astoria! Nott Theodor! Po uczcie zapraszam wymienione osoby do mojego gabinetu! Wsuwajcie!
Uczta była jak zwykle wspaniała. Zajęli całą grupka środkowy stół najbliżej drzwi sali. Zjedli.
- Dobranoc! - powiedziała pani dyrektor- Możecie się rozejść, ale nie te osoby które na początku wyczytałm!
Wszyscy się rozeszli oprócz tych 10 osób. 5 dziewczyn i 5 chłopaków.
- Zapraszam za mną.
Poszli.
- No więc wiecie, że macie osobne dormitoria, ale tak nie dokońca. Bo5 dziewcząt mieszka razem, a chłopacy razem. Po środku jest łazienka. Zapraszam na korytarz 4 piętra koło obrazu krzywego domku. Tam jest wejście tajemnym korytarzem. Korytarz jest w kształcie wielkiej literki "T" po prawej drzwi do dziewcząt, po środku łazienka, jest jeszcze wejście od środka pokoju, a po lewej chłopcy! Wasze bagaże już tam są! Dobrej nocy! Zmykajcie! Uczcie się pilnie!!!
Pobiegli, faktycznie był ten obraz. Weszli. Prawie wszystkie dziewczyny oprócz Eli weszły do Dormitorium. Chwyciła za rękę George'a.
- Gdyby cokolwiek się stało pamiętaj, że Cię kocham. Dwudziestu śmiercożerców mnie szuka. Właśnie dla tego miałam nie wracać. Dobranoc - wypaliła i pocałowała go namiętnie w usta.Weszła do dormitorium. Dostała środkowe łóżko.
- Pansy! Podasz mi dresy z kufra?
- Te siwe?
- Tak jakbyś mogła...
- Upss... Mam jena sobie. Łap moje szare! Tylko są zwężone zaklęciem!
- Fajnie! Dzięki!
Przebrała się w spodnie Pansy i zapytała jej:
- Moją bluzkę z napisem : Rock i metal trzy akordy, to niezwykłe darcie mordy <3 ! też masz?
- No tak, łap moją z : Metal is my power!
- Dzięks.
Przebrana do spania wsunęła się pod różową pościel. Wszysko miało być lepsze, a wyszło jak wyszło. jest w Hogwarcie! Oby śmierciożercy o tym nie wiedzieli. Malfoy mógł im powiedziec, ale oby tego nie zrobił. George by go ukatrupił.
(9 godzin później)
Obudziło ją tracanie o ramie i łagodny głos :
- Obudź się. Co ty ćpałaś?
- N-nic... - odpowiedziałam półprzytomna.
- To dobrze. Masz pół godziny na przygotowanie się. Łazienka jest twoja, ale może wejść jakiś chłopak...
- Ok. Ale nie zabieraj mi więcej rzeczy! Hihihi
- Oke
Wyszła.. Nieświadoma kto i co czeka na nią w Łazience. Nikt tego nie wiedział. Nikt....
*~*~*~*~*~*~**~*~*~*~*~*~*~*
Mam nadzieje, ze sie podoba!
Panna YoloNox
Rozdział 1
*~*~*~*~*
(W pociągu Londyn-Hogwart, Siódmy rok, po wojnie o Hogwart)
Hermiona usiadła w wolnym przedziale, na jej nie szczęśćie nie był aż taki wolny. (Zniesione zostały wagony domostwa. Slytherin i Gryffindor mógł siedzieć razem, Hufflepuff i Ravenclaw także, lub Ravenclaw i Slytherin czy Hufflepuff z Gryffindorem. )
Siedziało tam kilka osób. Ślizgoni i kilkoro Gryfonów. Z poczuciem wielkiej kuli lodowej w żołądku, Gryfonka podeszła i usiadła obok Harry'ego Pottera.
- Cześć, Miona. Myślałem, że już Cię nie będzie. Słuchaj, Ginny jest w przedziale na przeciwko. Nie układa nam się, możesz z nią pogadać? - Zapytał Harry.
- Jasne, już idę. - powiedziała Herm. Dziękowała w myślach najwyższej instancji, czyli Bogowi, chociaż była zapaloną Ateistką i nie widziała siebie w Kościele wierzącej w 'powietrze' .
Wyszła z uczuciem lekkości. Lecz wodził za nią zaniepokojony wzrok Parvati Patil, która też tam siedziała. Zamknęła za sobą drzwi i otworzyła drzwi przedziały na przeciwko. Zobaczyła coś straznego. Ginevra Weasley całowała się z Colinem Creeveyem. Poczuła niemiły skurcz w brzuchu. Jak ona to powie dla Harry'ego? Co mu powie? Że jego ukochana całuje się z jego, hmm jak by nazwać Colina. Ach! Wielbicielem! Jak ? Musi być szczera. Zebrała się w sobie i chrząknęła. 'Kochankowie' odkleili się od siebie. Na twarzy Ginevry malował się strach.
- Nie mów dla Harry'ego! Błagam! - zaczęła prosić Ginny.
- Czemu TO robisz?! I to z Colinem, którego Harry darzy aż takim szacunkiem?
- Bo...Bo Harry mnie podobno zdradza!
- Harry?! Ciebie?! Z kim?!
- Z tobą...
- TY chyba coś ćpałaś! - warknęła Hermiona do Rudej
-Nie! Hanna Abott mi powiedziała!
- Hanna Abott jest na liście poszukiwanych zaginionych w II Bitwie o Hogwart. Nie mogła Ci tego powiedzieć, bo zabrały ją ze sobą haremy śmierciożerców. Wiem,gdzie ona jest. Ale po co ja ci to wszystko mówię?! Harry nigdy Ci tego nie wybczy!! NIGDY! Wychodzę!
To co się stało było straszne dla Hermiony. Bo od kiedy Harry zdradzał Ginny i to z nią samą?! Nie wiadomo. Weszła do przedziału, w którym siedziało już więcej osób. Wśród nich był Draco Malfoy.
- Hermiona! I co?
- Harry...-mówiła z twardą kulą lodową w żołądku- musisz coś zobaczyć... Teraz
- Dobrze..
Wyszli z przedziału i z zaskoczenia rozsunęli drzwi przedziału Colina i Ginny. Nadal się całowali. Potter stał jak zamurowany, było mu smutno, był rozbity, bo właśnie kogoś kogo kochał nad swoje życie.
- Ginny? - wyszeptał. Ruda podniosła głowę, była zarumieniona.
- Harry? Co TY tutaj robisz? Hermiono! Czemu mu pwiedziałaś?
- Bo to mój przyjaciel i nie pozwolę aby takie coś jak ty, go raniło. Zawsze był przy mnie, więc ja muszę być przy nim. Nie było Cię we Wrzeszczącej Chacie, przy jeziorze gdzie leciało na nas około 1000 dementorów. Nie było Cię przy szukaniu Horkruksów. Nigdzie cie nie było. A teraz robisz mu cos takiego?! Harry, wychodzimy! - wypaliła brązowowłosa
- Czekaj... Muszę coś powiedzieć Rudej. - rzekł roztrzęsiony chłopak - Ginny, byłaś dla mnie kimś naprawdę ważnym. Wszystko mi się wali. I to przez Ciebie. Uwierzyłaś plotkom wyssanym z palca. Zrywam z tobą. Nie wrócę do Ciebie. Teraz możemy wyjść. A tobie, Colin współczuję, że zrobiłeś mi coś takiego.
Wyszli. Harry był załamany. Wrócili do swojego przedziału. Pierwsza odezwała się Parvati :
- Harry, co jest?
- Ginny mu wbiła nóż w serce. Zerwali.
- O matko! - wypaliła Pansy Parkinson czego nikt po niej by się nie spodziewał. - Harry, chodź pokażę Ci coś.
Wyszli.
~*~*~*~*~
Weszli do przedziału Rudej, całując się bardzo namiętnie. Zmysłami odnaleźli siedzenie na przeciwko. Harry położył na nim Pansy przyciskając ją do siebie i coraz namiętniej całując. Grali nieźle. Chociaż Pansy była zakochana w nim od dawna. Miała go! Miała! Cieszyła się, że może pomóc mu dopiec dla Wiewióry Jr. Dobrze grali namiętnych kochanków. ''Dobra jest. Dobrze, że jest ze mną. Wreszcie ją mam, Wiewiórka była jako podpucha żeby zdobyć Parkinson'' myślał Harry. Usłyszeli szloch i dźwięk zamykanych drzwi. Ruda i Colin wyszli. Harry i Pansy na chwilę odkleili się od siebie. Dziewczyna szepnęła :
- Tak bardzo się cieszę, że z Nią nie jesteś. Zawsze chciałam Cię mieć, Potter.
- Uau, ja Ciebie też. Od tamtego roku kiedy stanęłaś po naszej stronie. Chciałem z Tobą być, ale była Ruda.. Wiesz co by było.
Znów powrócili do pocałunków. Harry wsunął jej ręce pod bluzkę, ona zaczęła go obejmować. Wyglądali tak jakby zaraz mieli to zrobić. Ale za wcześnie. Równocześnie odsunęli się od siebie.
- W sumie dobra robota. - powiedziała Parkinson, była bez koszuli. Imponujący rozmiarem biust oczarował Harry'ego. Ale zastanawiał się jednak gdzie panna Black.
- Widziałaś Elisabeth?
- Nie, przykro mi. Może nie wrócić. Była w Świętym Mungu. Razem ze mną. Miała duży uraz psychiczny.
- No cóż. Raz kozie śmierć- powiedział po czym pocałował znów Pansy.
- Nie możemy już. Trzeba poczekać. - rzekła wstając. Ubrała się w koszulę. Podała Harry'emu różdżkę. Mogli już używać magii wszędzie. - Accio Ruda!
- Zadziała?
- TO nie zadziała?! TO?! Oczywiście, że zadziała. Ruda zaraz przyleci, czekaj.
Rzeczywiście drzwi odtworzyły się i weszła Ruda.
- Masz nic nie mówić o tym co Tutaj widziałaś. Zrozumiałaś?
- tak. Ide.
Wyszła pozostawiając ich samych. Dla bezpieczeństwa Pansy usiadła obok kolegi, nie na jego kolanach. Do przedziału wpadł czerwony na twarzy Ron ...
*~*~*~*~
Mam nadzieję, ze Wam się podoba! Prosze o komentarze c; Akcja się dopiero rozkręca! zmieniam tematykę. Blog nie tylko o Dramione. Parringi : Dramione, Parry, Parvini, Astoreodhor, Georgebeth.
George Hepburn i Elisabeth Black to moi właśni bohaterowie c; Astoreodhor to Theodor Nott i Astoria GreenGrass.
Panna YoloNox
(W pociągu Londyn-Hogwart, Siódmy rok, po wojnie o Hogwart)
Hermiona usiadła w wolnym przedziale, na jej nie szczęśćie nie był aż taki wolny. (Zniesione zostały wagony domostwa. Slytherin i Gryffindor mógł siedzieć razem, Hufflepuff i Ravenclaw także, lub Ravenclaw i Slytherin czy Hufflepuff z Gryffindorem. )
Siedziało tam kilka osób. Ślizgoni i kilkoro Gryfonów. Z poczuciem wielkiej kuli lodowej w żołądku, Gryfonka podeszła i usiadła obok Harry'ego Pottera.
- Cześć, Miona. Myślałem, że już Cię nie będzie. Słuchaj, Ginny jest w przedziale na przeciwko. Nie układa nam się, możesz z nią pogadać? - Zapytał Harry.
- Jasne, już idę. - powiedziała Herm. Dziękowała w myślach najwyższej instancji, czyli Bogowi, chociaż była zapaloną Ateistką i nie widziała siebie w Kościele wierzącej w 'powietrze' .
Wyszła z uczuciem lekkości. Lecz wodził za nią zaniepokojony wzrok Parvati Patil, która też tam siedziała. Zamknęła za sobą drzwi i otworzyła drzwi przedziały na przeciwko. Zobaczyła coś straznego. Ginevra Weasley całowała się z Colinem Creeveyem. Poczuła niemiły skurcz w brzuchu. Jak ona to powie dla Harry'ego? Co mu powie? Że jego ukochana całuje się z jego, hmm jak by nazwać Colina. Ach! Wielbicielem! Jak ? Musi być szczera. Zebrała się w sobie i chrząknęła. 'Kochankowie' odkleili się od siebie. Na twarzy Ginevry malował się strach.
- Nie mów dla Harry'ego! Błagam! - zaczęła prosić Ginny.
- Czemu TO robisz?! I to z Colinem, którego Harry darzy aż takim szacunkiem?
- Bo...Bo Harry mnie podobno zdradza!
- Harry?! Ciebie?! Z kim?!
- Z tobą...
- TY chyba coś ćpałaś! - warknęła Hermiona do Rudej
-Nie! Hanna Abott mi powiedziała!
- Hanna Abott jest na liście poszukiwanych zaginionych w II Bitwie o Hogwart. Nie mogła Ci tego powiedzieć, bo zabrały ją ze sobą haremy śmierciożerców. Wiem,gdzie ona jest. Ale po co ja ci to wszystko mówię?! Harry nigdy Ci tego nie wybczy!! NIGDY! Wychodzę!
To co się stało było straszne dla Hermiony. Bo od kiedy Harry zdradzał Ginny i to z nią samą?! Nie wiadomo. Weszła do przedziału, w którym siedziało już więcej osób. Wśród nich był Draco Malfoy.
- Hermiona! I co?
- Harry...-mówiła z twardą kulą lodową w żołądku- musisz coś zobaczyć... Teraz
- Dobrze..
Wyszli z przedziału i z zaskoczenia rozsunęli drzwi przedziału Colina i Ginny. Nadal się całowali. Potter stał jak zamurowany, było mu smutno, był rozbity, bo właśnie kogoś kogo kochał nad swoje życie.
- Ginny? - wyszeptał. Ruda podniosła głowę, była zarumieniona.
- Harry? Co TY tutaj robisz? Hermiono! Czemu mu pwiedziałaś?
- Bo to mój przyjaciel i nie pozwolę aby takie coś jak ty, go raniło. Zawsze był przy mnie, więc ja muszę być przy nim. Nie było Cię we Wrzeszczącej Chacie, przy jeziorze gdzie leciało na nas około 1000 dementorów. Nie było Cię przy szukaniu Horkruksów. Nigdzie cie nie było. A teraz robisz mu cos takiego?! Harry, wychodzimy! - wypaliła brązowowłosa
- Czekaj... Muszę coś powiedzieć Rudej. - rzekł roztrzęsiony chłopak - Ginny, byłaś dla mnie kimś naprawdę ważnym. Wszystko mi się wali. I to przez Ciebie. Uwierzyłaś plotkom wyssanym z palca. Zrywam z tobą. Nie wrócę do Ciebie. Teraz możemy wyjść. A tobie, Colin współczuję, że zrobiłeś mi coś takiego.
Wyszli. Harry był załamany. Wrócili do swojego przedziału. Pierwsza odezwała się Parvati :
- Harry, co jest?
- Ginny mu wbiła nóż w serce. Zerwali.
- O matko! - wypaliła Pansy Parkinson czego nikt po niej by się nie spodziewał. - Harry, chodź pokażę Ci coś.
Wyszli.
~*~*~*~*~
Weszli do przedziału Rudej, całując się bardzo namiętnie. Zmysłami odnaleźli siedzenie na przeciwko. Harry położył na nim Pansy przyciskając ją do siebie i coraz namiętniej całując. Grali nieźle. Chociaż Pansy była zakochana w nim od dawna. Miała go! Miała! Cieszyła się, że może pomóc mu dopiec dla Wiewióry Jr. Dobrze grali namiętnych kochanków. ''Dobra jest. Dobrze, że jest ze mną. Wreszcie ją mam, Wiewiórka była jako podpucha żeby zdobyć Parkinson'' myślał Harry. Usłyszeli szloch i dźwięk zamykanych drzwi. Ruda i Colin wyszli. Harry i Pansy na chwilę odkleili się od siebie. Dziewczyna szepnęła :
- Tak bardzo się cieszę, że z Nią nie jesteś. Zawsze chciałam Cię mieć, Potter.
- Uau, ja Ciebie też. Od tamtego roku kiedy stanęłaś po naszej stronie. Chciałem z Tobą być, ale była Ruda.. Wiesz co by było.
Znów powrócili do pocałunków. Harry wsunął jej ręce pod bluzkę, ona zaczęła go obejmować. Wyglądali tak jakby zaraz mieli to zrobić. Ale za wcześnie. Równocześnie odsunęli się od siebie.
- W sumie dobra robota. - powiedziała Parkinson, była bez koszuli. Imponujący rozmiarem biust oczarował Harry'ego. Ale zastanawiał się jednak gdzie panna Black.
- Widziałaś Elisabeth?
- Nie, przykro mi. Może nie wrócić. Była w Świętym Mungu. Razem ze mną. Miała duży uraz psychiczny.
- No cóż. Raz kozie śmierć- powiedział po czym pocałował znów Pansy.
- Nie możemy już. Trzeba poczekać. - rzekła wstając. Ubrała się w koszulę. Podała Harry'emu różdżkę. Mogli już używać magii wszędzie. - Accio Ruda!
- Zadziała?
- TO nie zadziała?! TO?! Oczywiście, że zadziała. Ruda zaraz przyleci, czekaj.
Rzeczywiście drzwi odtworzyły się i weszła Ruda.
- Masz nic nie mówić o tym co Tutaj widziałaś. Zrozumiałaś?
- tak. Ide.
Wyszła pozostawiając ich samych. Dla bezpieczeństwa Pansy usiadła obok kolegi, nie na jego kolanach. Do przedziału wpadł czerwony na twarzy Ron ...
*~*~*~*~
Mam nadzieję, ze Wam się podoba! Prosze o komentarze c; Akcja się dopiero rozkręca! zmieniam tematykę. Blog nie tylko o Dramione. Parringi : Dramione, Parry, Parvini, Astoreodhor, Georgebeth.
George Hepburn i Elisabeth Black to moi właśni bohaterowie c; Astoreodhor to Theodor Nott i Astoria GreenGrass.
Panna YoloNox
Postanowienie ;3
Postanawiam zaprowadzić nowe rządy na blogu, ponieważ źle zaczęłam :)
TO na tyle c; Zaraz napiszę 1 rozdział, zaraz drugi i jakoś sie potoczy :)
Pozdrowienia
Panna YoloNox
TO na tyle c; Zaraz napiszę 1 rozdział, zaraz drugi i jakoś sie potoczy :)
Pozdrowienia
Panna YoloNox
Subskrybuj:
Posty (Atom)