*~*~*~*~*
(W pociągu Londyn-Hogwart, Siódmy rok, po wojnie o Hogwart)
Hermiona usiadła w wolnym przedziale, na jej nie szczęśćie nie był aż taki wolny. (Zniesione zostały wagony domostwa. Slytherin i Gryffindor mógł siedzieć razem, Hufflepuff i Ravenclaw także, lub Ravenclaw i Slytherin czy Hufflepuff z Gryffindorem. )
Siedziało tam kilka osób. Ślizgoni i kilkoro Gryfonów. Z poczuciem wielkiej kuli lodowej w żołądku, Gryfonka podeszła i usiadła obok Harry'ego Pottera.
- Cześć, Miona. Myślałem, że już Cię nie będzie. Słuchaj, Ginny jest w przedziale na przeciwko. Nie układa nam się, możesz z nią pogadać? - Zapytał Harry.
- Jasne, już idę. - powiedziała Herm. Dziękowała w myślach najwyższej instancji, czyli Bogowi, chociaż była zapaloną Ateistką i nie widziała siebie w Kościele wierzącej w 'powietrze' .
Wyszła z uczuciem lekkości. Lecz wodził za nią zaniepokojony wzrok Parvati Patil, która też tam siedziała. Zamknęła za sobą drzwi i otworzyła drzwi przedziały na przeciwko. Zobaczyła coś straznego. Ginevra Weasley całowała się z Colinem Creeveyem. Poczuła niemiły skurcz w brzuchu. Jak ona to powie dla Harry'ego? Co mu powie? Że jego ukochana całuje się z jego, hmm jak by nazwać Colina. Ach! Wielbicielem! Jak ? Musi być szczera. Zebrała się w sobie i chrząknęła. 'Kochankowie' odkleili się od siebie. Na twarzy Ginevry malował się strach.
- Nie mów dla Harry'ego! Błagam! - zaczęła prosić Ginny.
- Czemu TO robisz?! I to z Colinem, którego Harry darzy aż takim szacunkiem?
- Bo...Bo Harry mnie podobno zdradza!
- Harry?! Ciebie?! Z kim?!
- Z tobą...
- TY chyba coś ćpałaś! - warknęła Hermiona do Rudej
-Nie! Hanna Abott mi powiedziała!
- Hanna Abott jest na liście poszukiwanych zaginionych w II Bitwie o Hogwart. Nie mogła Ci tego powiedzieć, bo zabrały ją ze sobą haremy śmierciożerców. Wiem,gdzie ona jest. Ale po co ja ci to wszystko mówię?! Harry nigdy Ci tego nie wybczy!! NIGDY! Wychodzę!
To co się stało było straszne dla Hermiony. Bo od kiedy Harry zdradzał Ginny i to z nią samą?! Nie wiadomo. Weszła do przedziału, w którym siedziało już więcej osób. Wśród nich był Draco Malfoy.
- Hermiona! I co?
- Harry...-mówiła z twardą kulą lodową w żołądku- musisz coś zobaczyć... Teraz
- Dobrze..
Wyszli z przedziału i z zaskoczenia rozsunęli drzwi przedziału Colina i Ginny. Nadal się całowali. Potter stał jak zamurowany, było mu smutno, był rozbity, bo właśnie kogoś kogo kochał nad swoje życie.
- Ginny? - wyszeptał. Ruda podniosła głowę, była zarumieniona.
- Harry? Co TY tutaj robisz? Hermiono! Czemu mu pwiedziałaś?
- Bo to mój przyjaciel i nie pozwolę aby takie coś jak ty, go raniło. Zawsze był przy mnie, więc ja muszę być przy nim. Nie było Cię we Wrzeszczącej Chacie, przy jeziorze gdzie leciało na nas około 1000 dementorów. Nie było Cię przy szukaniu Horkruksów. Nigdzie cie nie było. A teraz robisz mu cos takiego?! Harry, wychodzimy! - wypaliła brązowowłosa
- Czekaj... Muszę coś powiedzieć Rudej. - rzekł roztrzęsiony chłopak - Ginny, byłaś dla mnie kimś naprawdę ważnym. Wszystko mi się wali. I to przez Ciebie. Uwierzyłaś plotkom wyssanym z palca. Zrywam z tobą. Nie wrócę do Ciebie. Teraz możemy wyjść. A tobie, Colin współczuję, że zrobiłeś mi coś takiego.
Wyszli. Harry był załamany. Wrócili do swojego przedziału. Pierwsza odezwała się Parvati :
- Harry, co jest?
- Ginny mu wbiła nóż w serce. Zerwali.
- O matko! - wypaliła Pansy Parkinson czego nikt po niej by się nie spodziewał. - Harry, chodź pokażę Ci coś.
Wyszli.
~*~*~*~*~
Weszli do przedziału Rudej, całując się bardzo namiętnie. Zmysłami odnaleźli siedzenie na przeciwko. Harry położył na nim Pansy przyciskając ją do siebie i coraz namiętniej całując. Grali nieźle. Chociaż Pansy była zakochana w nim od dawna. Miała go! Miała! Cieszyła się, że może pomóc mu dopiec dla Wiewióry Jr. Dobrze grali namiętnych kochanków. ''Dobra jest. Dobrze, że jest ze mną. Wreszcie ją mam, Wiewiórka była jako podpucha żeby zdobyć Parkinson'' myślał Harry. Usłyszeli szloch i dźwięk zamykanych drzwi. Ruda i Colin wyszli. Harry i Pansy na chwilę odkleili się od siebie. Dziewczyna szepnęła :
- Tak bardzo się cieszę, że z Nią nie jesteś. Zawsze chciałam Cię mieć, Potter.
- Uau, ja Ciebie też. Od tamtego roku kiedy stanęłaś po naszej stronie. Chciałem z Tobą być, ale była Ruda.. Wiesz co by było.
Znów powrócili do pocałunków. Harry wsunął jej ręce pod bluzkę, ona zaczęła go obejmować. Wyglądali tak jakby zaraz mieli to zrobić. Ale za wcześnie. Równocześnie odsunęli się od siebie.
- W sumie dobra robota. - powiedziała Parkinson, była bez koszuli. Imponujący rozmiarem biust oczarował Harry'ego. Ale zastanawiał się jednak gdzie panna Black.
- Widziałaś Elisabeth?
- Nie, przykro mi. Może nie wrócić. Była w Świętym Mungu. Razem ze mną. Miała duży uraz psychiczny.
- No cóż. Raz kozie śmierć- powiedział po czym pocałował znów Pansy.
- Nie możemy już. Trzeba poczekać. - rzekła wstając. Ubrała się w koszulę. Podała Harry'emu różdżkę. Mogli już używać magii wszędzie. - Accio Ruda!
- Zadziała?
- TO nie zadziała?! TO?! Oczywiście, że zadziała. Ruda zaraz przyleci, czekaj.
Rzeczywiście drzwi odtworzyły się i weszła Ruda.
- Masz nic nie mówić o tym co Tutaj widziałaś. Zrozumiałaś?
- tak. Ide.
Wyszła pozostawiając ich samych. Dla bezpieczeństwa Pansy usiadła obok kolegi, nie na jego kolanach. Do przedziału wpadł czerwony na twarzy Ron ...
*~*~*~*~
Mam nadzieję, ze Wam się podoba! Prosze o komentarze c; Akcja się dopiero rozkręca! zmieniam tematykę. Blog nie tylko o Dramione. Parringi : Dramione, Parry, Parvini, Astoreodhor, Georgebeth.
George Hepburn i Elisabeth Black to moi właśni bohaterowie c; Astoreodhor to Theodor Nott i Astoria GreenGrass.
Panna YoloNox
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz